|
Wkrótce po godzinie 4-tej rano położna pełniąca dyżur zaczęła zwracać uwagę na Hubusia. "On dostał 10-kę?" Hubuś cicho sobie kwilił i już nie miał ochoty na pierś. Po jakimś czasie położna zabrała Maluszka od Mamy - "Pani sobie odpocznie, a my się nim zajmiemy". Zaczęły się problemy z oddychaniem. Nad ranem nie było już wątpliwości, że coś jest nie tak i że stan jest ciężki. Zarządzono tomografię komputerową (TK) i na wynikach ukazał się przerażający widok. Duży krwotok w części tylnej czaszki. Krwotok bardzo rozległy. Powiadomiono Mamę informując, że stan jest bardzo ciężki, Mama podpisała wszelkie zgody na ewentualne operacje i na sygnale karetką Hubuś został przewieziony do Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku, gdzie przygotowywano już salę operacyjną dla niego. W międzyczasie dowiedział się o stanie krytycznym Tata, który właśnie pisał maila z informacją o szczęściu, które pojawiło się w naszej Rodzinie.... Tata dotarł do Szpitala Wojewódzkiego równo z karetką i dostał się do sali przyjęć, by zobaczyć Synka. Hubuś z trudem łapał oddech, dusząc się. Podawano mu tlen, wyraźnie część twarzyczki (oczka) niedomagała. Tata poprosił o chrzest. Siostry wezwały księdza. Długo nie pojawiał się i Tata zaczął się denerwować, czy nie ochrzcić Synka samemu. Lekarze oglądali wyniki TK, po czym Maluszka przewieziono na OIOM. W drodze na OIOM towarzyszył Tata. Pielęgniarka poinformowała, że Hubert został ochrzczony. Po jakimś czasie lekarze wezwali Tatę, specjalista neurolog poinformował, że operacji nie będzie, gdyż krwotok jest tak rozległy i w takiej części mózgu (tył czaszki wokół móżdżku), że skończyłoby się to śmiercią. Stan określił jako krytyczny i jeśli Maluszek przeżyje, to konsekwencje neurologiczne będą olbrzymie. Cała tylna część czaszki jest w krwiaku. Musimy mieć nadzieję, że krwotok zatrzyma się. Zabrzmiało to jak wyrok... Co działo się z Rodzicami Hubusia, nie będziemy opisywać, to przecież nieważne. Ważne było, by Maluszek przeżył. Lekarze z OIOMu zajęli się ratowaniem życia Huby. Trwało to sporo czasu, chociaż w takich chwilach czas wydaje się albo pędzić na złamanie karku, albo dłużyć się w nieskończoność. W tym wypadku czas zwolnił. Gdy ponownie Tata mógł zobaczyć Synka, wyglądał już zupełnie inaczej. Leżał w inkubatorze. W buzi rurka intubatora z oddychaniem. W nosku rurka do podawania pokarmu. Na piersiach parę elektrod. W rączkach wenflony podłączone do rurek podających płyny. W stopie rurka z podświetlaną diodą. Wokół aparatura, monitory, pompy, odgłosy aparatury.... A Maluszek... Tak, jak widać na zdjęciach, wygląda na zdrowego, śpiącego Malucha... Lekarze zastosowali tzw. blokadę - farmakologiczne utrzymywanie w stanie snu tak, by do minimum ograniczyć bodźce oraz ruchy. W wyniku krwotoku wystąpiła anemia i została Hubusiowi przetoczona krew. Podawane są silne leki zwiększające krzepliwość krwi oraz zmniejszające obrzęk mózgu. Dożywianie kroplówką i mnóstwo innych leków i działań. Lekarze zrobili i robią, co w ich mocy, jednak to, czy Hubuś przeżyje, jest raczej w rękach Boga, niż ich. Nikt nawet nie próbuje nas łudzić nadzieją. Ponieważ nadzieja umiera ostatnia, a dopóki Maluszek żyje, nadzieja jest, więc zwróciliśmy się do Góry, modląc się o łaskę życia dla Hubusia. Znajomi i przyjaciele, samoistnie na wieść o tym, co spotkało Huberta zgłaszali się ze słowami otuchy i zapewnieniami, że modlą się za Malca. Wieczorem została odprawiona msza w Katedrze Oliwskiej w intencji ocalenia i uzdrowienia Hubusia. Hubuś przeżył swój pierwszy dzień...
|