|
Wróciliśmy już do domu (tuż przed północą w poniedziałek). Mocno zmęczeni, ale cali i zdrowi.
Huba po badaniach TK nie miał jednak przestawianej zastawki (a ściślej ciśnienia otwarcia zastawki). Na tomografii nie było widać oznak ciasnoty śródczaszkowej i Pani Lekarz Prowadząca podjęła decyzję, że jeszcze poczekamy. Następna wizyta za 1,5 m-ca i wtedy raczej już będzie przestawiana zastawka. Każda taka ingerencja może być potencjalnym naruszeniem delikatnej równowagi i może skończyć się pobytem w szpitalu, może więc Pani Doktor wolała nie ryzykować (przed okresem świątecznym?). 
Wszystko, co ważne, zostało napisane, ale dla spragnionych szczegółów - proszę bardzo :-D W szpitalu byliśmy już od g. 07:00. Wcześniej, niż się spodziewaliśmy, ale jechaliśmy inną trasą: przez Inowrocław i za Koninem wjechaliśmy na poznańską autostradę. Tylko 100 km, ale zaoszczędziliśmy godzinę, jak nie więcej. Wybraliśmy dalszy zjazd, omijając w ten sposób zakorkowany Zgierz - i byliśmy zaraz na miejscu. 3,5 h z dwoma małymi przerwami. Z powrotem to samo: w godzinach szczytu, bez postojów 3,5 h do Bydgoszczy (zamiast 5h + korki + postoje). Huba Biedulek jakoś przetrwał, chociaż współczujemy Mu serdecznie. Tyle godzin praktycznie bez ruchu. Za to na Oddziale, w świetlicy miał rozłożony kocyk i mógł brykać do woli. Oczywiście wyłącznie w towarzystwie. Wyszłam na chwilę do toalety (Tata próbował się regenerować w zimnym aucie), wracam, a tu Huba noszony przez Oddziałową. Zaopiekowała się krzyczącym, porzuconym "obcym" dzieckiem (przecież Mamy nie było 2 minuty, trzeba bić na alarm). Wszyscy, którzy pamiętali Hubę, zachwycali się, jak wyrósł i się rozwinął. Oczywiście poznali go wyłącznie po Mamie, ale jak sobie przypomnę to 2-miesięczne Maleństwo, które dopiero uczyło się uśmiechać i cieszyć życiem, to trudno się dziwić.
Wymęczony, wybawiony, najedzony Huba zasnął snem sprawiedliwego zgodnie z planem o g. 10:00 i można go było spokojnie położyć pod tomograf. Bez spania nie byłoby szansy na bezruch, a nie chcieliśmy Mu fundować znieczulenia (anestezjolog, bez jedzenia parę godzin przed i po). Baliśmy się, czy plan się powiedzie, bo podróż jednak rozbija rytm, ale udało się. Później, gdy Pani Doktor oglądała wyniki, Huba, już ożywiony, chciał koniecznie odebrać jej z ręki swoje zdjęcia czaszki (jego przecież, prawda?), albo przynajmniej wyciągnąć kolorowe długopisy z kieszonki fartucha. Uwielbiam, kiedy się tak angażuje w rozmowę :-D Gdzie ten mózg? To komentarz do zdjęcia powyżej. Wielki chlupot mózgu. To przekrój miejsca, w którym widać połączenie i rozwidlenie komór, ale w stanie normalnym to wygląda jak kwiatek, a nie jak rozlewisko... Przy okazji: ten lejek u góry to pamiątka po zbiorniku Rickhama (umieszczony podczas pierwszej operacji jako wentyl bezpieczeństwa, a wyjęty podczas wszczepiania zastawki - zdjęcie TK jest jakby lustrzanym odbiciem). Jak Hubuś funkcjonuje? Tego nie wiemy. Ale cieszymy się, że na zewnątrz, jego zachowanie zupełnie nie odzwierciedla tego, co mu w głowie siedzi.
Na zakończenie mała anegdotka. W drodze do Łodzi zatrzymalismy się jak zawsze w Bydgoszczy u Babci Mirki, która przejęła opiekę nad Kacperkiem. Rano Babcia ubrała Kacperka we "wczorajszą" bluzkę - nie zwróciła uwagi, że to była bluzka Huby... Może rękawy trochę przykrótkie, ale nie bądźmy detalistami :-D. Dla porównania - na pierwszym zdjęciu Huba w rzeczonym ciuszku dzień wcześniej :-) Z kolei na drugim zdjęciu z piłeczką, tym razem Huba w wyrośniętej bluzce, która jeszcze przed chwilą była dobra. Jak on szybko rośnie!
|