|
10.11.2007 r. Hubert Śliwiński skończył pół roku. Czego się nauczył? Co osiągnął?
1. Ma już 70 cm i 9 kg z ogonkiem. Kawał chłopa. Daje się to odczuć, zwłaszcza, że Hubuś niechętnie sam leży, bądź siedzi w leżaczku. Kolejne ciuszki wypadają z szuflady z etykietą "za małe". Ale też wcina zupki (już mięsne) i kaszki z owocami, że aż się uszy trzęsą. 2. Obwód głowy - 46,5 cm. Wodniak na prawej półkuli niewidoczny już na USG. Układ komorowy, od wszczepienia zastawki bez zmian, za wyjątkiem prawej komory bocznej, która się rozprężyła po ustąpieniu wodniaka. Kolekcja płynu przy zastawce zmienna, ale raczej miękka lub wydrenowana. Ciemiączko miękkie. Czaszka asymetryczna. Piszemy "wodniak niewidoczny", bo być może badanie TK lub MR by coś jeszcze wykazało. Za tydzień następne USG (po kolejnych 3 tygodniach) i zobaczymy, jaką decyzję podejmie prowadząca Pani Doktor z ICZMP w Łodzi. Kolejny krok - zmniejszenie ciśnienia otwarcia zastawki na normalniejsze (teraz jest dość wysokie) + obserwacja przez kilka dni w szpitalu (to tylko obserwacja, a już na samą myśl cierpnie skórka). Obwód głowy przybrał przez ostatnie 3 miesiące 2,5 cm, czyli normalnie - chociaż w sumie to i tak o 4 cm więcej, niż u przeciętnego bobasa w tym wieku. Ma to niekiedy zabawne implikacje: Hubuś dostał w prezencie zimowy kombinezon i do kompletu, w tym samym rozmiarze czapkę z szalikiem. Kombinezon i szalik mają zapas, ale czapka oczywiście za mała...Na szczęście, dzięki talentom negocjacyjnym Jacka G. udało się ją wymienić.
3. Osiągnięcia sportowe. Dzięki wrodzonemu talentowi i ciężkiej pracy, Huba osiągnął +/- poziom rówieśników. W niektórych aspektach nie odstaje w ogóle, w niektórych ma do nadrobienia może miesiąc. To niezły wynik, biorąc pod uwagę, że prawie połowę życia przeleżał w szpitalu, gdzie z założenia miał się prawie nie ruszać. Konkrety:
- przewraca się z pleców na brzuch i z powrotem. Zwłaszcza to "z powrotem" szybko opanował, jako że to nie jego ulubiona pozycja. Przewracanie na brzuch dopiero co mu się udaje samodzielnie, na razie tylko przez lewy bok i tylko w przypadku silnej motywacji (bardzo pożądana zabawka poza zasięgiem rąk). Przez prawy wymaga jeszcze delikatnej pomocy. Ta umiejętność, niezależnie od naturalnego rozwoju, jest zdecydowanie wypracowana. Najpierw wywoływaliśmy odpowiedni ruch bioder i ramion, żeby zaktywizować mięśnie brzucha, potem wystarczyły już biodra, aż zaczęły same pracować. Co cieszy - mimo, że przy półobrocie (90st.) w lewo Huba stosuje nieprawidłowy wzorzec ruchu, skracając bok, na który się obraca, zamiast go rozciągać, to po pełnym obrocie (180st.) skracany bok jest w pozycji prawidłowej, czyli lekko rozciągniętej; - sam siada (nie mylić z "siedzi"). Posadzony na kolanach, czy leżaczku - sam się podnosi z pozycji półleżącej do siedzącej. Jest to zabawny widok, bo próbuje więcej, niż może :-);
- przekłada przedmioty z ręki do ręki. Na razie wyłącznie w celu dokładniejszego zbadania obiektu, to jeszcze nie jest to precyzyjne przekładanie dla samego procesu przekładania, ale zabawki nie wypadają mu zbyt często, chyba że...:
- rzuca zabawki na podłogę. Świadomie i dobrowolnie. Kto świadom rozwoju, to wie, że to kolejny kamień milowy;
- bawi się nóżkami (może już próbować ich smak); - ogólna dynamika ruchów zdecydowanie ostatnio wzrosła. Gdy mu się coś podoba, macha intensywnie nogami i rękami. Czasem trudno go utrzymać; wzmocniły się nóżki. Pomimo stwierdzonego mniejszego napięcia mięśniowego (2 mies. temu) - Hubuś już potrafi przejąć na kilka sekund swój ciężar. Postawiony, jeszcze nie sprężynuje. Ułomności wciąż te same, ale Pani rehabilitantka, która nie widziała Huby przez 1,5 miesiąca, stwierdziła, że widocznie mniejsze. Skracanie lewego boku i trudności z prawidłowym, prostym, trzymaniem głowy (w obu kierunkach) Huba kompensuje "dodatkowymi" lub nieprawidłowymi ruchami. Np. charakterystyczny "brak" szyi i zbyt częste jak na ten wiek zaciskanie piąstek, to wynik zwiększonego napięcia obręczy barkowej, co ma pomóc w utrzymaniu głowy.
To nie jedyne konsekwencje: nie sprzyja to prawidłowemu rozwojowi i potem prawidłowej postawie (skolioza, wady postawy, nieprawidłowe wzorce ruchu). Nie mówiąc już o sferze psychicznej. 4. Rozwój duchowy, emocjonalny, intelektualny, społeczny. Tak, wiem, nie można wrzucać wszystkiego do jednego tygla. Hubuś jest super gościem i trudno go tak dzielić na kawałki.
duchowy - jak zauważyła ostatnio Michalina - >>Maleństwo ma "plecy" w Niebie <<. Czasami mam wrażenie, że rozumie znacznie więcej, niż jesteśmy w stanie pojąć. Niekiedy patrzy na nas wyrozumiałym, uśmiechniętym wzrokiem. Tak jakby nie musiał szukać, bo on WIE. pozostałe - widać wyraźnie próbę wejścia w interakcję. Jak się śmiejemy, Hubuś śmieje się na głos z nami. Z uwielbieniem patrzy na Kacperka, zaczepia go, chciałby badać jego głowę, ramiona, ubrania (Kacper oczywiście nie podziela jego entuzjazmu). Gdy się gonimy, on też przebiera rękami i nogami, piszcząc z uciechy. Kacperek z pewnym niepokojem patrzy na ten rozwój: to jest jego dzidziuś, któremu, jak płacze, trzeba dać dydusia, a tu jakieś wspólne zabawy? Notabene "dzidziuś" i "diduś" to jedne z pierwszych słów Kacperka, który poza zlepieńcami (mama, dada) i wybranymi sylabami danych wyrazów (Ba = bajka, banan, niania Basia itd; Ka = Kamilka, czekoladka, katastrofa) wciąż nie mówi "pełnym głosem".
Hubuś zaczyna rozpoznawać obcych. Rozpływa się na widok taty, ale musi upłynąć chwila, żeby się uśmiechnął do kogoś obcego. Chociaż są wyjątki. Ostatnio na basenie Mama była dla Hubusia przezroczysta. Stojak, wieszak, trzymadełko. Za to uśmiech innych mam i tatusiów, był sowicie odwzajemniany. Furrorę robiła trenerka Ania, na której widok Huba był najżywszym i najszczęśliwszym dzieckiem w promieniu dwóch metrów.
Od dawna Huba bawi się w "nie ma - jest", zasłaniając głowę ręcznikiem, kocykiem, ubrankiem. Ostatnio jednak jego minka wskazuje, jakby czerpał satysfakcję z tego, że zrobił Mamie psikusa. Ulubiony wierszyk "Pan Hilary" wzbudza u obu chłopaków śmiech w tym samym momencie. Gdy "maca szlafrok, palto maca" - to wiadomo, łaskotki, humor sytuacyjny; gdy jednak dochodzimy do kulminacyjnego momentu, gdy pan Hilary "nagle, zerknął do lusterka, nie chce wierzyć, znowu zerka" - towarzyszy mu inny rodzaj śmiechu, inne spojrzenie.
|