|
Nadrabiamy zaległości :-). Miało być o postępach. Nie licząc pojedynczego epizodu i konsultacji szpitalnych - Huba chodzi na rehabilitację praktycznie od skończenia 4 miesięcy. Późno, ale najpierw szpital, terminy, które przepadły, a następne ho, ho, daleko, potem okres urlopowy, potem tylko wizyta rozpoznawcza u Pani neurolog... Ciąg zbiegów okoliczności. Pocieszające jest to, że nasz mały wielki człowiek robi faktycznie postępy i nie wiadomo, ile w tym wszystkim pracy, a ile natury. Poza tym jesteśmy pod opieką rzeczywiście uznanej w 3City rehabilitantki pracującej metodą Bobath.
  Metoda Bobath oparta jest na twierdzeniu, że cała działalność ruchowa człowieka jest odruchowa, czyli u każdego zdrowego dziecka na danym etapie rozwoju występują fizjologiczne odruchy. U dzieci z uszkodzeniami układu nerwowego pewne odruchy fizjologiczne nie występują w ogóle, inne są patologiczne. Celem usprawniania jest rozwinięcie odruchów prawidłowych oraz hamowanie odruchów patologicznych z jednoczesną normalizacją napięcia mięśniowego. [Małgorzata Kantyka]
Inną popularną metodą jest metoda Voyty. Metoda ta sprawdza się ponoć przy wszystkich zmianach neurologicznych, ponieważ wytwarza nowe połączenia neuronów wykorzystując nie zalane obszary móżgu. Metoda Vojty jest najbardziej skuteczna jeśli się ją rozpocznie przed 6 m-cem życia dziecka. Po 1 roku nie przynosi już większych rezultatów (chociaż prowadzi się ją również dla młodzieży i dorosłych). [cytat z maila] Zwolennicy tych metod stoją wobec siebie w opozycji. "Voyta - trudna do przeżycia dla rehabilitanta i rehabilitowanego, ale bardziej niż skuteczna no i NDT Bobath, która opiera sie na zasadzie - oby tylko dziecko nie płakało". [cytat zwolennika Voyty]. My wybraliśmy Bobath - jako mniej inwazyjną. Baliśmy się zbyt dużego wysiłku dla Huby - wszelkie kwestie [nad]ciśnienia wewnątrzczaszkowego są tu kluczowe. Ponadto Huba nie ma wielkich braków w rozwoju. A w każdym razie nie są adekwatne do jego historii. Czy dobrze wybraliśmy? Nie wiemy. I pytając - zawsze trafimy na zwolenników czegoś :-) Miało być o postępach - jest o metodach :-). Hubuś pięknie trzyma główkę, ruchy ma coraz pewniejsze. Bez problemu przewraca się na lewy bok (to już umiał 2-3 tygodnie temu). Lewy? A no wtedy aktywniejsze są mięśnie prawej (= sprawniejszej) strony. Niestety przewrót na prawy bok wciąż tylko z pomocą i przy poczuciu dużego dyskomfortu... Manualnie Huba nas parę razy zadziwił. Grzechotki z kółkiem w środku, tudzież kółka samochodzików są poruszane przez niego w sposób świadomy i celowy. Wciąż nieudolnie, ale mamy tu wyraźnie "studium obrotów kółek". Wszystko, co się da, oczywiście ląduje w buzi. Emocjonalnie i społecznie - bez większych zmian: tu Hubuś osiągnął rewelacyjny poziom jakiś czas temu. Rozpoznaje twarze (nie odrzuca jeszcze obcych), odpowiada na uśmiech (u)śmiechem. Z dużym zainteresowaniem przygląda się otoczeniu, próbuje wszystkiego dotknąć. Jak każde normalne dziecko. Huba, noszony w nosidełku typu plecak - twarzą do mamy - praktycznie od początku wyrażał swoje niezadowolenie. Na nic zdawała się bliskość matczynego serca. Dzisiaj przełożony twarzą "do świata" - od razu szczęśliwy. Tyle widział od razu, tak szybko przesuwały się obrazy. Nie nadążał z entuzjazmem. Jedna rzecz nas zmartwiła: pani rehabilitantka zdecydowanie odradziła zajęcia na basenie (na które się już dawno temu zapisaliśmy). Pomijając kwestie sezonu infekcji (tu możnaby dyskutować nad kwestią klosza czy uodparniania), są poważne argumenty przeciwko: złe wzorce ruchowe w wodzie mogą się utrwalić. Zwłaszcza odchylenie głowy do tyłu. Jesteśmy niepocieszeni. Kacperek zaczynał w tym samym wieku: 5 miesięcy i dało mu to baardzo dużo. Ruch, oswojenie z wodą (niemal miłość do wody), kontakt z rówieśnikami. Obok podwodne zdjęcie Kacperka. Takiego Huba nigdy mieć nie będzie. Ciekawe, czego jeszcze w życiu Huba nie będzie mógł robić, choć podobno z zastawką można funkcjonować "normalnie"?
|