|
Mikołajki (noc). Chłopaki wyczyścili buty i czekają na upominki. Hubuś zje swoją pierwszą czekoladkę. Dziwne, że wszystkie dzieci od razu wiedzą, co to jest. Relacje wieczorkiem.
Tymczasem Hubert Jan to już Jaś Wędrowniczek. Przewracanie na brzuch i z powrotem w dowolną stronę idzie mu na tyle sprawnie, że kiedy zostawiasz go w jednym końcu pokoju, za chwilę jest w drugim. Umie nawet tak kłaść głowę, żeby zanadto się nie puknąć w podłogę (bo maty i koce szybko się kończą). Ale i tak na twardym szybko wzywa pomocy.
Z dalszych postępów - drobiażdżki, chociaż - jak zawsze - cieszą. Trzymając coś w ręce - uroczo obraca nadgarskiem kręcąc ósemki i intensywnie studiując właściwości przedmiotu. Gdy mu wypadnie z dłoni - od razu ręka wędruje we właściwe miejsce (np. między ramieniem a uchem) i potrafi uchwycić utracony obiekt. Hubuś oczywiście najbardziej lubi być trzymany na rękach. Wtedy może więcej. Pole zasięgu ma zadziwiająco dalekie (pamiętacie bajkę o Barba-papie i Barba-mamie?). Huba ma dziką radochę, gdy zapala światło w łazience (śmiejąc się do gościa w lustrze) i otwierać drzwi trzymając za klamkę. Jak widzicie - całkiem normalnie rozwijający się bobas. A' propos. Pani neurolog (20.11) badała Hubusia i - była zachwycona. Historia choroby poparta obrazami radiologicznymi wydaje się być od innego pacjeta. Nasz mały bohater nie robi co prawda tego, czy tamtego (np. nie siedzi), ale też - cytuję - "nie musi". Pani neurolog po raz kolejny potwierdziła, że mieliśmy mnóstwo szczęścia i że dzieci z takich historii wychodzą z dużo poważniejszymi obciążeniami. Tak, możemy to nazywać cudem. Stwierdziła też, że widać po Hubusiu i tym, jak się rozwija, wcześnie rozpoczętą rehabilitację. Ostatnio sezon infekcyjny, niestety naszą rodzinkę też dopadł. Odbija się to na spotkaniach rehabilitacyjnych i basenie. Huba się męczy (potrafi się budzić co godzinę w nocy, bo nie może oddychać przez nos), ale widać już poprawę. Na słowo "nosek", co oznacza nawilżanie i niekiedy odciąganie wydzieliny Fridą, Huba dostaje szału. Hubuś stracił za to apetyt, przynajmniej na mleczko. Bywa, że o godz. 13:00 dostaje swój pierwszy posiłek, rano z trudem i na raty pochłaniając raptem 100 ml mleczka. Musimy się jakoś poprzestawiać. Na zabiedzonego jednak zdecydowanie nie wygląda. Zupki i banany lubi. Kaszki gorzej. Zanim weźmie łyżeczkę do buzi, odwraca stanowczo głowę, próbując ew. tego, co zostało na ustach. Wtedy najczęściej zmienia zdanie i pozwala się karmić. Ten brak zaufania do rodzicielki...
USG z 21.11. wykazało stan bez zmian w układzie komorowym, potwierdziło brak wodniaka. W związku z tym jedziemy do Łodzi w poniedziałek 10.12. na przestawienie zastawki. Zabieg będzie poprzedzony badaniem TK i na jego podstawie prowadząca Pani Doktor podejmie ostateczną decyzję. Zabieg jest zewnętrzny, nieoperacyjny (mam nadzieję, że również bezbolesny). Jest szansa, że nie będziemy musieli zostawać na obserwacji i badania kontrolne wykonamy w Gdańsku. Hurrra!! (trzymajcie kciuki). A teraz na deser: Hubuś ma już 2 ząbki na dole!! ________________ PO MIKOŁAJKACH _________________ Zgodnie z przewidywaniami - Hubuś zachował się jak każde szanujące się dziecko: od razu wiedział, że czekolada jest dobra...
...i że nie warto jej zamieniać na nic innego.
Cóż, dzieci wiedzą lepiej... :-D
|