|
Chwila nieuwagi, zamieszanie przy wyjściu, postawiony przed zniesieniem do samochodu wzmacniacz na podłodze i... trafilliśmy w sobotę z Hubusiem na chirurgię dziecięcą w Szpitalu Wojewódzkim... Huba potknął się i upadł dokladnie na ostry, aluminiowy kant wzmacniacza i rozciął sobie głęboko łuk brwiowy. Krew polała się ostro,, niczym u boksera. Ranka miała prawie 1,5 cm. Nawet nie chcemy myśleć, co by się stalo, gdyby Hubuś trafił parę centymetrów obok... Krew na szczęście szybko dało się zatamować, naklejony plaster jakoś trzymał ranę tak, że nie krwawiła, a Huba szybko się uspokoił, jakby nic się nie stało.
W Wojewódzkim przyjęto Hubę i Tatę błyskawicznie i... trafiliśmy dokładnie na tę samą salę przyjęć, na której nieco ponad półtorej roku temu w stanie krytycznym wylądowwał nasz Hubuś. Nie musimy chyba opisywać, jak ugięły się nogi pod Tatą na widok i wspomnienie tej sali... To było tak żywe, jakby zdarzyło się wczoraj... Pielęgniarka zerwała Hubie plasterek - nic. Ani drgnął. Ranka zasklepiona, ale duża. Obie Panie Lekarka i Pielęgniarka lekko zdziwione, że obyło się bez wrzasków i płaczu. Posadziliśmy Hubę na stole do opatrzenia, na szczęście Lekarka stwierdziła, że nie ma potrzeby szycia, wystarczyły specjalne plasterki, które sciągały ranę jak nici. Przemywanie rany i odkażanie. Huba... nic. Nawet się nie skrzywił. Tutaj już wszyscy są w szoku. Naklejanie plasterków. Huba nadale niewzruszony, ze stoickim spokojem znosi opatrywanie. Gazik, plaster na to wszystko i koniec "operacji", Hubuś nawet nie stęknął. Wszyscy nie mogli się nachwalić Hubusia. W dotychczasowej praktyce personelu nie zdażyło się, by dzieciak nie płakał przy tego typu opatrywaniu. Na zakończenie nasz Maluszek dostał naklejkę "Jestem dzielny". Zasłużył na nią, jak mało kto! Po opowiedzeniu w skrócie historii Hubusia Lekarka skomentowała: "No tak, co ja będę się przejmował takimi drobnostkami. Nie takie rzeczy przeszedłem.
|