|
Ze szpitalnego notatnika Mamy... Bóg zsyła na nas tyle, ile jesteśmy w stanie udźwignąć. Gdyby nas to spotkało przy pierwszym dziecku, nie wiem, czy dalibyśmy radę. Kacperek po urodzeniu dostał antybiotyk i z tego powodu leżeliśmy tydzień w szpitalu. Bardzo mnie ta sytuacja przybiła, przeżywałam ją jak tragedię (wzmocnioną brakiem możliwości pełnych odwiedzin taty, problemami z laktacją i średnio uprzejmą "opieką" niektórych położnych, które chyba pracowały za karę). A teraz? W zestawieniu z historią Hubusia, historia Kacperka wydaje się banalna. Ale była potrzebna, żebyśmy się wzmocnili. I nasza miłość do Kacperka, której uczyliśmy się powoli, z miesiąca na miesiąc, przygotowała nas, żebyśmy mogli kochać Hubusia od razu mocno i całkowicie. Bo tylko tyle mogliśmy Mu dać...
Nie wiemy i nigdy się nie dowiemy, jaki był Plan. Hubuś zadziwiająco szybko wraca do zdrowia*. Nasuwa się myśl, że Bóg nie chciał nas bardzo doświadczyć. Tylko parę rzeczy powiedzieć. Nam i może jeszcze komuś, przecież tylu ludzi się zaangażowało. Jednak czy wszystko do nas dotarło? Co zostanie z naszych postanowień za 5, za 10 lat? * [Refleksja jeszcze ze szpitala w Gdańsku, przed kolejnym gwałtownym poszerzeniem komór. Przed Łodzią, przed operacjami. Dziś zdanie "Bóg nie chciał nas bardzo doświadczyć" jest bardziej względne. Zawsze mogło być gorzej...]
Jesteśmy szczęściarzami. Dostaliśmy dwójkę zdrowych (prawie, ale pracujemy nad tym :-) ) silnych, fajnych chłopaków. Widmo śmierci, które na nas spadło, trwało chwilę, a jego miejsce zajmowała z każdym dniem coraz większa nadzieja. Jak się czują rodzice, których dzieci mają nieuleczalną chorobę (np. zanik mięśni) skazującą na powolne umieranie? Czy cieszą się z każdego przeżytego wspólnie dnia? Czy w głębi duszy chcieliby przyspieszyć koniec, skoro i tak wkrótce ma on nastąpić? Czy my (czytaj: ludzie, którzy nie żyją w stanie bezpośredniego zagrożenia lub z piętnem śmiertelnej choroby) cieszymy się z każdego wspólnie spędzonego dnia? Czy czujemy wdzięczność? Czy raczej zachowujemy się tak, jakby życie zostało nam dane na bliżej nieokreślony, ale z pewnością b. długi czas, jakby się nam ono należało?
|